Paryż, Ostatnie tango w Paryżu, Niebo nad Paryżem, Zakochany Paryż, Przed zachodem słońca, Amelia, ... .
Mam taką nieszkodliwą przypadłość. Kolekcjonuję oglądanie filmów z tym miastem w roli głównej lub tła. O północy w Paryżu dzieją się dziwne, fascynujące i magiczne rzeczy...
1. Umieścić w poście logo "10 pytań kosmetycznych od Majorki".
2. Napisać kto zaprosił do zabawy.
3. Zaprosić do niej 10 blogerów/blogerek.
4. Poinformować ich o tym.
5. Odpowiedzieć na 10 pytań kosmetycznych.
1.Używasz kolorowych cieni do powiek, czy naturalnych?
I tych i tych (póki jeszcze nie wyglądam w nich niedorzecznie), kolorowe szczególnie wiosną, latem, dopasowując do (na)stroju.
2.Co wolisz bardziej: pomadkę, czy błyszczyk?
Wiem, że makijaż ust to "kropka nad i".Używam jednak, jak mi się przypomni, nakładanie jednak czegoś na usta publicznie jak i sprawdzanie wyglądu za pomocą małych lusterek uważam za faux pas (za wyjątkiem pomadki ochronnej)
3. Czy uważasz, że tylko drogie produkty są dobre?
Oczywiście, że nie. Wyjątkiem są perfumy. Oczywiście można znaleźć fajny zapach za niewygórowaną cenę, jednak nikt mnie nie przekona, że tanie podróbki perfum to to samo co oryginalny zapach. 4. Czy używasz róż do policzków i co sądzisz o tym kosmetyku?
Używasz. Od lat niezmiennie Bourjois. Lubię jego zapach, jest mega wydajny, a kształt pędzelka pozwala wykorzystać jako szybki odświeżacz spojrzenia nawet na powieki.
5. Jaki jeden produkt kosmetyczny zabrałabyś na bezludną wyspę?
Krem z filtrem, opcjonalnie, pastę do zębów.
6. Miałaś kiedykolwiek problemy z cerą?
Wciąż źródło frustracji i bezradności. Jedna z niewielu rzeczy, jakiej zazdroszczę kobietom (tym ze świetlistą, pełną blasku cerą bez skazy) 7. Używasz filtrów?
Używam przy dużym nasłonecznieniu, zapominam na co dzień. Z reguły się nie opalam. 8. Na jaki produkt kosmetyczny, Twoim zdaniem, trzeba wydać najwięcej pieniędzy?
Dobry płyn micelarny, krem dopasowany do potrzeb skóry, podkład, perfumy. 9. Co sądzisz o maseczkach do twarzy i czy ich używasz?
Używam od czasu do czasu. Potrafią ekspresowo poprawić wygląd skóry i nastrój.
10. Makijaż której gwiazdy, podoba Ci się najbardziej?
Trudno powiedzieć. Ostatnio podoba mi się makijaż w stylu lat 60-tych, który nosi np. Adele. Lubię przydymione, kocie oczy i powłóczyste spojrzenie. Zachwycają mnie też kobiece twarze, które makijażu wcale nie potrzebują.
Motyla noga, koniec lata idzie. I, motyla noga,nikt nawet nie zdążył ponarzekać na upały, motyla noga.
I, motyla noga, nawet na koniec nie może dogrzać dając, motyla noga, nadzieję na jeszcze parę dni słońca, motyla noga. Ale za to, jak zrobiło się chłodniej, znalazła się chwilka na lumpowe łowy.
Nowe pumpy i motylowa chusta, rekompensują ździebko tą humorzastą chmurność lata, motyla noga.
p.s. niecenzuralność na blogach zapoczątkowała ona
pumpy- noa noa, sh
tee- duński supermarket (old)
kardigan- zara, sh
baleriny-% pieces, dk (old)
chusta- pieces, dk
torba- % Kappa (old)
Gdzie: Bieganie po mieście, załatwianie różnych spraw
Zamotanie czegoś na głowie plus bardziej eleganckie buty do szortów nieodzownie kojarzą mi się ze stylem gwazd lat 50-tych. Mocny kolor, nawet na tak neutralnym tle zwraca uwagę.
Doświadczenie niemej lustracji ulicy-bezcenne!
Torba jest genialna!-można ją złożyć do formatu płaskiej koperty a-5, a po rozłożeniu zmieści niejedno!
W sam raz na weekendowe wypady lub jako dodatkowa torba zakupowa/plażowa włożona do walizki/plecaka.
Mimo, iż mieszkanką Trójmiasta jestem już dobrych parę lat, byłam do tej pory Open'erowską dziewicą festiwalową. Wiem, to grzech mieć tak blisko i nie korzystać.. Skusił mnie nie kto inny jak sam Książę.
Choć ogromnie żałowałam, że nie mogłam pójść także na Coldplay (życie to sztuka wyborów)
Zdjęć nie ma specjalnych ani specjalnie dużo, gdyż na teren nie można było wnosić aparatów, a ten z którego są moje fotki, należy do kolegi. Przemyciłam go zgodnie ze starą zasadą: "najcenniejsze rzeczy noś blisko serca".
Dzięki Ci, Panie za sportowy stanik;)
Miał to być kolejny dzień festiwalowego pogodowego armagedonu, ale chyba Książę wie z kim gadać i pogoda była fantastyczna (swoją drogą nie wiem czy i jak on by wystąpił gdyby padało tak jak np. na koncercie Brodki).
Zdjęcie przed strefą VIP z właścicielem aparatu, główna scena- koncert Primus, przedfestiwalowe gadżety reklamowe
(patrz kalosze i błotko w tle)
O modzie festiwalowej powiem tyle, że królowały fantazyjne kalosze wszelkiej maści, legginsy, szorty, kolorowe paznokcie i peleryny. Często był to baardzo wystudiowany image. Sama poszłam w wygodę stylu biwakowo-wycieczkowego, bez lansu: spodnie trekkingowe, warstwy, bluza polarowa, kurtka.
Bólem był zakaz picia i spożywania poza strefami gastronomicznym na płytach koncertowych, co bardzo ograniczało odbiór jeśli ktoś chciał być na danym koncercie, sącząc jednocześnie złoty napój głównego sponsora (podobno zakaz został wprowadzony od tego roku, bo za dużo potem było do sprzątania). Ok, rozumiem, ale dlaczego niektórym jakoś udało się znieść a innym nie..
Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie występ grupy Primus, o której wcześniej nie wiedziałam nic. Bardzo dziwne, ale intrygujące dźwięki.
Potem ruszyliśmy na koncert Katie Nash, ale w połowie już trzeba było się ewakuować, aby zdążyć na koncert Księcia i zająć jakieś strategicznie korzystne miejsce. To największy ból tego typu imprez jeśli się zdarzy, że chce się być i tu i tu...Ominął nas przez to ponoć fenomenalny występ polskiej grupy Gooral...
I zdarzyło się coś niesamowitego! Stare przysłowie: "Góra z góra się nie zejdzie, a człowiek z człowiekiem zawsze" sprawdziło się w pozytywnym sensie! W trakcie koncertu Kate, z tłumu, tuż obok mnie wyłoniła się moja bardzo dobra kumpela z liceum, z którą gdzieś w codzienności życia straciłam kontakt! Tak po prostu! Nie widziałyśmy się od matury, także radości, piskom i objęciom końca nie było.
Takie to rzeczy się zdarzają! ŻE AKURAT JA TAM, ONA TEŻ, ŻE AKURAT TAKI TIMING, ŻE SZŁA TĄ STRONĄ.
W muzyce i a jakże i dziwnym wyglądzie Prince'a zakochałam się jeszcze we wczesnym nastolęctwie, po obejrzeniu filmu muzycznego Purple Rain.(Polecam!) Nie wszystkie jego późniejsze projekty i dokonania muzyczne wpadają w moje pudło rezonansowe, ale na koncercie pokazał klasę artysty. Bez ściemy, efektów specjalnych, ze świetną żeńską multiinstrumentalną ekipą dał totalne funkowe szoł.
Głos, charyzma, spontaniczność (Prince ponoć, w odróżnieniu od Michela, który miał do perfekcji zaplanowaną każdą sekundę występu, stawia często nacisk na improwizację, zespół nigdy nie wie, jaka będzie grana następna piosenka i interrelacje z publicznością- potwierdzam. Jest niesamowity na scenie!). Mówi się też o tym tu.
Wiem, że masowo walczy z niekontrolowanym przepływem jego muzyki w sieci i usuwane są np. z youtuba jego teledyski i to, co nagrał w trakcie niekorzystnej umowy z Warner Bros.
Znalazłam jednak w sieci utwór Prince'a, który wciąż mnie zachwyca i hipnotyzuje i daje mega-power!