Folk-lore spódnica/skirt - Esprit, sh, tu tunika [w roli bluzki]- sh, tu bolerko- % Camaieu, tu oficerki/boots - nr 9 z listy kurtka\jacket - H&M, sh szaliki/scarves - sh earrings - prezent
Gdzie: Powarsztatowe wyjście na miasto
Poziom wygody i samopoczucia podczas noszenia: 8/10
Another Day, Another Way
To naprawdę daje pozytywnego kopa! Okładkę płyty z chęcią powiesiałabym w domu jako obraz!
Prostota, ludowość i rogacz! Very skandinavisk. Me likey!
Euforyczne szczęście przeplata się z goryczą nieoczekiwanych zdarzeń i wiadomości. Takie jest ostatnio moje życie. Staram się trzymać w równowadze dzięki powtarzanym jak mantra zdaniom, żeby pamiętam o noszeniu różowych okularów, martwić się tylko o rzeczy, na które ma się wpływ (a przynajmniej tak się sądzi), że złe i dobre rzeczy, jakie się dzieją mają jakiś głębszy sens i czemuś służą, że niebo nigdy nie zamyka wszystkich drzwi, że jak jest bardzo źle, to trzeba się dużo modlić i kochać kochać kochać.. samą siebie, świat dokoła i okazywać miłość najbliższym najczęściej jak się da.
Eat. Pray. Love as much as you can. Follow your heart and dont give up with your dreams. Life is a journey.Try to find your way.
Jako odskocznię zafundowałam sobie ekranizację powieści Elizabeth Gilbert. Jeśli wierzyć pisarce, że to wszystko, co opisała zdarzyło się jej naprawdę, to życie jest najcudowniejszą z bajek.
Ponoć wielu książka nudzi w połowie i rzucają ją z niechęcią, znudzeni przekładaniem paciorków tej historii. Film pomija wiele faktów, bo też nie sposób zawrzeć nawet przez 2,5 godziny wszystkich wątków, myśli, a film rządzi się swoimi prawami. Mimo niedociągnięć, nieścisłości i przeskoków, zachwyciłam się wizualną stroną oraz fantastycznie dobranymi postaciami drugoplanowymi! Ketut wymiata!
W obu przypadkach uważam, że warto.
Ku pokrzepieniu serc. Ku nadziei na cuda, które mogą się zdarzyć każdego dnia.Do śmiechu i wzruszeń.
Z miłości do Julii, Javiera, włoskiej kuchni, Indii i egzotyki.
Pogoda jaka jest, każdy widzi. Jednak nam, T-raperkom nie straszne są kaprysy Pani Jesień.
A właściwie to już się stęskniłam za ciepłymi przytulnymi swetrzyskami, apaszkami i szalami i innymi miesięcy chłodniejszych ocieplaczami. Zestaw często gęsto eksploatowany w weekendy za miastem, na łonie natury, wymiennie z okryciem wierzchnim w postaci jakiejś parki. Jak widać na miejsce wyprawy t-raperskie też się sprawdza.
...Kinga Rusin Z pewnością, jak wiele medialnych osób, wzbudza zarówno pozytywne jak i negatywne opinie. Nie chcę tu jednak dzielić się opinią o niej, bo staram się kierować zasadą, że jeśli kogoś nie znam, a rzekome fakty o czyimś życiu są znane szerokiemu asortymentowi prasy kolorowej, to nie ma mowy o obiektywizmie czy prawdzie. Jeśli chodzi o Kingę i jej styl, to nie zawsze podobały mi się na niej ciuchy wybierane do programów przez stylistkę tvn, przez co prezenterka nie raz była bohaterką rubryk typu: "antykreacja tygodnia" czy "jak się nie ubierać". Pytanie otwartym pozostaje czy trzymać się pewnych zasad dobierania stroju do typu sylwetki, biorąc pod uwagę jej ograniczenia i mocne strony, czy mieć je za nic i nosić co się lubi. Prawda w tym jak i w przypadku oceny wielu sytuacji z życia celebrytów, sąsiadów, członków rodziny, pozostaje gdzieś pośrodku. Mimo wszystko muszę dodać, że podziwiam ją za to, że zapracowała na swoje własne nazwisko, rozkwitła jako kobieta i podniosła się po jakby nie było bardzo bolesnym życiowym doświadczeniu. Uważam, że ma styl i klasę. Prezentowany outfit, uwierzcie na słowo, powstał najpierw w mojej głowie, a potem znalazłam w jakimś wywiadzie fotkę Kingi, złapanej prywatnie, gdzieś na mieście, który łudząco przypomina mój zestaw..Cóż, być może jak mówi pewne powiedzenie:"Genialne umysły myślą podobnie":) Jak same wiecie, biała koszulka, jeansy, beżowy kardigan czy trencz to klasyka, która idzie w parze z milionem kombinacji, tym razem doprawiona szczyptą folkloru:)Pewnie jeszcze nie raz go w takim wydaniu wykorzystam..